Dzień 1: Warszawa – Stambuł – Kuala Lumpur

Zahaczamy o kantor i z dolarami zasuwamy na lot.

Na dzień dobry Adam zostaje spisany przez ochronę lotniska za fotografowanie strefy bezpieczeństwa. niepotrzebne nerwy, chciał zrobić Beacie fotę z profilu, a tu taka akcja. teraz pewnie jest w jakiejś tajnej bazie danych i będzie trzepanko na każdym odwiedzonym przez Adama lotnisku.

Czekamy na samolot ze Stambułu, niestety długotrwałe opady deszczu w stolicy Turcji opóźniają nieco nasz wylot – dodatkowe półtora godziny na lotnisku Chopina.

20150202-0004

Oglądamy sobie samoloty na lotnisku, duże wrażenie robi na nas samolot emirates boeing 777-300. Fajne stewardesy są, poubierane w liniowe outfity:)

07F8786F-B8D7-46A6-B5DE-2D2FB4E7D0E4
http://www.accidentaltravelwriter.net/accidental-travel-writer/2013/07/aviation-emirates-now-links-dubai-with-bangkok-six-times-daily.html

pogoda bardzo słoneczna, niewiele na plusie, ale i tak lepiej niż myśleliśmy ze będzie na początku lutego – w końcu mamy zimę. Lecimy do Stambułu – szybki boarding, ponad dwie godziny lotu, zmiana czasu o jedna godzinę do przodu, na niebie już ciemno.

20150202-0005

W Turcji zrobiło sie ciemno, Betty bardziej za szyba, Adamowi przed oczyma – zawsze lubił urodę typową dla tutejszych przystojnych Turczynek.

20150202-0006

Mamy trochę czasu do odlotu, więc obczajamy sobie, co lotnisko ma do zaoferowania. Coś czego nie ma w Polsce – miejsce modłów dla Muzłumanów. Najpierw myśleliśmy, że to toaleta, ale poustawiane przed wejściem buty świadczą inaczej. Zdecydowanie więcej widać pozaeuropejskich narodowości, są Hindusi, Arabowie, Chińczycy, duża cześć z nich poubierana w nietypowe dla nas stroje. My pełny rękaw na sobie, a u nich tylko suknia i klapki – wszyscy happy:)

20150202-0008
Betty dzierga wpis na lotnisku

20150202-000920150202-0010

“obiecane” pięć godzin między lotami, które wynikało z rozkładu lotów, niefortunnie przeradza sie w dziesieć, by w końcu wsiąść na pokład drugiego samolotu. przed nami 11 (słownie: jedenaście) godzin nikłego ruchu, właściwie to bezruchu. Czas oczekiwania to łącznie trzy zmiany docelowej bramki. Około drugiej w nocy ogłaszają, ze dla pasażerów opóźnionych lotów będzie wydawany catering po okazaniu biletu. Rzeczywiście, dostaliśmy bułkę, jakieś tureckie placki i wodę do picia. Miło ze strony tureckich linii, że zrobili taki ruch. Z drugiej strony widzimy jak wiele osób z nerwami szarpie sie z informacja – nie zdążą na przesiadkę, jednej pani odpływał jakiś statek… Nam nie pozostaje nic innego, jak tylko odczekać swoje… Około godziny 3-4 większość lotniska śpi. Jesteśmy w wielkiej sali gdzie ludzie śpią zarówno na krzesełkach jak i na podłodze. Odgłosy chrapania brzmią jak koncert, wydaje nam sie ze przebija to kilkukrotnie to, co mamy okazje słyszeć w namiotach podczas spływów:)

20150203-0011

Lot mija spokojnie (chociaż domowym obserwatorom z flightradar’u znikamy na jakąś godzinę – może to ten ocean?;)) lot trwa około 10h, wiec na pokładzie jest kilka udogodnień długodystansowych. Jest system z filmami, radio, dostajemy sluchawki, kocyki, poduszki, zestaw do mycia zębów, balsam do ust, opaskę na oczy a nawet…. pokładowe laczki i skarpetki:) jedzenie raczej średnie, ale odpowiednia ilość kalorii dostarczona i nie ma co narzekać. Dodatkowo całkiem znośne ciasto czekoladowe i sernik w ramach deseru po posiłku – Betty usatysfakcjonowana. Czas mija nam na czytaniu książki i spaniu. Adam pod koniec ogląda dokument o Lance Armstrong – słabo że bohater i przykład wielu ludzi okazał się kłamcą…

20150203-001220150203-001320150203-0014

Lotniskowym pociągiem podjeżdżamy po nasze bagaże, zakupujemy kartę sim z pakietem danych (jakieś 30% przebitki niż w mieście) i ruszamy. Ostatnim autobusem odjeżdżamy z lotniska. Oczywiście mają tutaj w sobie wrodzony spokój, autobus odjeżdża jakieś 40 min po planowanym czasie (przecież nie bedą na pusto jechać:))

20150203-0015

Dojeżdżamy na dworzec kolejowy, stamtąd taksówką pod hotel. Ciekawostka: najpierw należy udać się do okienka, powiedzieć dokąd chce się jechać, zapłacić za przejazd i dopiero potem z karteczka pójść do taksiarza. Ma to sens, wiemy ile zapłacimy i taksówkarz nas nie wykiwa. Niekoniecznie pan zna drogę, ale pomaga sobie pytaniem do kolegi i mapka z naszego telefonu. Auta dość stare, ale wszystkie klimę mają.
Jedziemy. Towarzyszy nam lekkie napięcie, czy nasz hotel będzie otwarty?

Nie był:) na szczęście jest domofon i ziomek zszedł z góry nas przyjąć. Chwila formalności, winda i jedziemy do pokoju. Ogarniamy się z grubsza i po 3 w nocy kładziemy się spać. Pokój mały, bez okna, ale za to z klimą. Zaduch niestety jest, jednak trudno było znaleźć coś z oknem w małym budżecie. Noclegi w KL to jedyne jakie bookowaliśmy przed wyjazdem, reszta będzie bardziej spontaniczna.

Podsumowując, na lotnisko w Warszawie weszliśmy o 13 w poniedziałek, wyszliśmy w środę po północy – zmęczenie jeszcze przez następne dni daje się we znaki.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s