Dzień 2: Kuala Lumpur

pobudka skoro świt

Budzimy się w ciemnym pokoju, jako że nie ma okna, to nawet nie zauważyliśmy, że już 11 o.O. Nie ma na co czekać, lecimy na śniadanie. Już na dzień dobry musimy sobie radzić z nietypowym dla nas ruchem ulicznym. Przede wszystkim, w Malezji obowiązuje ruch lewostronny, więc wszelkie przyzwyczajenia biorą w łeb i trzeba 3 razy pomyśleć zanim się przebiegnie przez czteropasmową drogę. U nas nie trzeba myśleć wcale, bo są przeważnie przejścia dla pieszych i światła, tutaj trochę w tym temacie jest maniana. Ale nic, patrzymy jak to robią lokalsi i kręcimy się po okolicy, znajdując knajpkę indyjską, w której jest pełno tubylców, nie ma szans na posiłek śniadaniowy – wbijamy od razu na opcję lunchową! Dostajemy ryż, kiełko-kapustę (nie wiemy co to), pieróg (?), chrupki, kawałek kurczaka i sosy (ostrrrrre). Do tego ice tea domowej roboty. Dla Betty niestety całość jest zbyt ostra, Adam jako przykładna świnka nie ma problemów i wcina wszystko co mu dają. Defaultowym zestawem sztućów w Malezji jest albo łyżka + widelec albo… własne paluchy:) Za dwa posiłki z napojami płacimy całe 12 zł. Obsługa bardzo miła, potem nas zaczepia starszy Pan, mówiący ładnym angielskim, pytający dokąd chcemy pójść, skąd jesteśmy i takie takie, miło przywitał nas w Malezji (ludzie na każdym kroku są mili i uczynni!).

20150204-001620150204-0017

Chinatown

Kuala Lumpur jest splotem trzech kultur: chińskiej, indyjskiej i malajskiej. Dzisiejszy dzień przeznaczamy na poznanie chińskiej części miasta. Mieszkamy bardzo blisko Chinatown, dlatego ten kierunek jest nam jak najbardziej po drodze. Zaczynamy od Petaling Street, która jest główną ulicą chińskiej dzielnicy. Wszechobecne dekoracje ulic (m.in. bardzo rozpoznwalne lampiony) świadczą o tym, że za pare dni będzie obchodzony Chiński Nowy Rok. Wzdłuż całej ulicy pełno jest sklepików, stoisk z ubraniami, budek z jedzeniem, podróbkami zegarków („wer najs łocz ser”), torebek („nid a hendbeg madam?”). W całej dzielnicy obserwujemy typowo malezyjsko-chińską architekturę.

20150204-002020150204-002120150204-002220150204-0023

Po chwili chodzenia, odczuwamy nagły przypływ potrzeby doświadczeń religijnych. Na szczęście nie ma z tym problemów, bo w okolicy jest parę świątyń. Pierwszą odwiedzamy Sze Ya Temple, gdzie chyba mają zbyt dużo owoców. Ludzie chodzili z ananasami w kokardkach, pomarańczami i innymi przysmakami, trzymali w rękach tlące się patyczki i wbijali je w specjalnie przeznaczone do tego miejsca w kilku ołtarzach na terenie świątyni. Wygląda to bardzo skomplikowanie, ale dla uczestniczących jest to normalny rytuał. W pewnym momencie dymówa robi się już zbyt spora i opuszczamy miejsce kultu.

20150204-002420150204-002520150204-002620150204-0027

Spacerując, docieramy do Central Market, taki tam targ pod dachem, głównie handmade, biżuteria, dekoracje, rzeźby, rybki wygryzające naskórek ze stóp i wszelakie inne standardowe stoiska (ciuchy, buty). Robi się naprawdę gorąco, kupujemy kokosa, żeby posmakować czegoś co znamy głównie z batona Bounty i wiórków do ciasta. Sok/woda z kokosa nie robi szału, nie jest mocno słodka, ale dobrze orzeźwia. Kokos nie jest tak włochaty jak widzimy w reklamach.

20150204-002820150204-002920150204-003020150204-0031

Idziemy do kolejnej świątyni, przez pomyłkę trafiamy tym razem do indyjskiej świątyni. Jak się okazuje, jest to Sri Mahamariamman Temple – najstarsza indyjska świątynia w mieście. Przed wejściem oddajemy obuwie do depozytu (no shoes allowed) i wchodzimy przez próg na dziedziniec. Ciekawa rzecz z tymi programi, bo spotykamy je prawie w każdej światyni i jedyne wrażenie jakie mamy to to, że nie ma to nic wspólnego z ergonomią… Na dziedzińcu panuje ogólny chillout, ludzie siedzą sobie na stopniach ołtarza, czytają książki, jedzą, rozmawiają, dzieci biegają i bawią się telefonami. Znów widzimy składane ofiary w postaci owoców i wieńców kwiatowych. My robimy sobie kilka zdjęć i ruszamy dalej.

20150204-003220150204-003320150204-003420150204-0035

Po drugiej stronie ulicy odnajdujemy kolejną świątynie chińską – Guan Di Temple. Rytuały i wystrój – podobnie jak w Sze Ya Temple.

20150204-003620150204-0037

Przechodzimy przez rzekę, niestety wygląda ona jak kanał ściekowy, dla kontrastu zdjęcie – nieładnie to wygląda:

20150204-0038

KL Bird Park

Naszym następnym celem jest Bird Park, droge skracamy sobie przez Meczet Narodowy, dosłownie kilka minut przed modłami. Robi na nas duże wrażenie.

20150204-003920150204-0040

Jednak jeszcze większe wrażenie zrobiła na Adamie turecka ubikacja. Może nie będziemy opisywać, ale wyobraźcie sobie, że „musicie” i jedyne dostepne miejsce wygląda tak:

20150204-0018

Docieramy do Bird Park. Jest to największy na świecie obiekt z wolno-latającymi i chodzącymi ponad 200 gatunków ptaków. Wstęp kosztuje sporo – RM48, ale wchodzimy by obejrzeć pawie, tukany, papugi, gołębie, hornibille, flamingi, strusie i inne takie. Poniżej kilka zdjęć.

20150204-004120150204-004220150204-004320150204-004520150204-005020150204-005120150204-004920150204-0048

20150204-0044

Na koniec zwiedzania fundujemy sobie obiad w restauracji na terenie parku. Jemy na zewnątrz, tym razem świeżo wyciskane soki (pycha!) oraz nasi lemak – tradycyjną potrawę malezyjską, taki odpowiednik naszego schabowego. Po chwili zlatują się nachalne ptaki, usiłujące wykraść coś z talerza. Zauważa to kelner i przynosi nam ‚the ultimate weapon’ – psikawkę z wodą. Zanim jednak zdążyliśmy przestraszyć ptaszydła, zdążyły zajść Betty z dwóch stron i porwać małe co nieco z talerza.

20150204-001920150204-004620150204-004720150204-0052

Robi się już późno więc wracamy. Niestety nie zdążamy do parku orchideii oraz parku hibiskusów, które kwitną tam cały rok. Po drodze podziwiamy stolicę o zmroku.

20150204-005320150204-0054

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s