Dzień 5: Cameron Highlands

Śniadania są dostępne od 7.30, więc roti smażą dla nas jako jednych z pierwszych klientów. Ten smak już jest nam znany, wiemy, że będzie smakować. Udajemy się w umówione miejsce, gdzie czekamy prawie godzinę, gdyż chyba nie zrozumieliśmy o której mamy zbiórkę… 😉 Lekkie zdenerwowanie, że koleś nas wykiwał po czym… podjeżdża busik z chińczykami, holendrami, francuzami i anglikami, których poznajemy w trakcie tripa nieco bliżej.

pola herbaciane

Jedziemy na górę Brinchang, niedaleko Tanah Rata. Z czasem coraz wyżej, więc kierowca ciągnie na “jedynce” i jakimś cudem jedziemy. 95% mijanych aut to terenowe dżipy. Klakson na każdym zakręcie obowiązkowy. Po drodze zatrzymujemy się przy plantacji, gdzie akurat nie ma innych turystów (jednocześnie odbywa się zapewne około kilkunastu wycieczek), by posłuchać parę słów na temat procesu zbierania i powstawania herbaty – robimy też foty. Co ciekawe, zarówno czarną, zieloną, białą czy owocową herbatę produkuje się z tych samych liści. Rodzaje herbaty różnią się tylko sposobem fermentacji lub jej brakiem. Krzewy herbaciane są bardzo żywotne, raz posadzone umożliwiają co 3-tygodniowe zbiory na przestrzeni stu lat! Na plantacjach pracują głównie obcokrajowcy, obywatele Laosu, Wietnamu czy Kambodży. W ciągu dnia jedna osoba jest w stanie zebrać do 300 kilogramów liści.

20150207-000120150207-000220150207-0003

Ze względu na porę deszczową na wschodzie i suchą na zachodzie kraju, jako że Cameron Highlands leży mniej więcej pomiędzy tymi strefami – panuje dość duże zachmurzenie. Znikoma więc szansa na nieskazitelne widoki ze szczytu góry Batu Bringchang (2032 m n.p.m.), mimo to wjeżdżamy. Kilka minut drogi od szczytu zatrzymujemy się, by na własnej skórze doznać zapowiadanego trekingu po dżungli. Atrakcja jednak marna, gdyż jest to zwykły spacer po schodkach i mostkach, w trakcie którego prowadzący opowiada o ciekawych roślinach, tudzież przyprawach. Na koniec możemy jednak przejść mały fragment w dziczy. Jedyną (wątpliwą) atrakcją, wymagającą wysiłku, okazuje się konieczność uprania spodni i wyczyszczenia obłoconych butów 😉 W lesie jest zimno i bardzo mokro, w powietrzu czuć sporo wilgoci.

20150207-000420150207-000520150207-000920150207-000620150207-000820150207-0007

plantacja BOH

Zatrzymujemy się również w fabryce przy plantacji herbaty BOH (jedna z dwóch tamtejszych). Niestety aktualnie jest nieczynna, ale możemy obejrzeć pracujące tam maszyny. Kosztujemy też tutejszej herbaty w kawiarni, racząc się przy tym niesamowitym widokiem z tarasu widokowego. Herbata dobra, ale szału nie robi – w dodatku zamawiamy przez przypadek (bo kto by tam rozumiał) jedną słodką i z mlekiem;)

20150207-001020150207-0011

farma insektów

Byliśmy też na farmie truskawek, ale dla nas, Polaków, to nikła atrakcja. Zjedliśmy w ramach rekompensaty lody truskawkowe. W tym rejonie, w sklepach można dostać wszystko związane z truskawką, od przerobionych owoców w każdej postaci począwszy po bluzki, maskotki czy poduszki.
Ostatnim etapem wycieczki jest wizyta w motylarnii i farmie insektów. Od momentu przekroczenia drzwi skrzydlate stworki latają dokoła nas. Można także zobaczyć z bliska ogromne, półmetrowe żółwie, wielkie ropuchy, czy inne węże (dzięka bogu) za szkłem. Ze względu na bliskość obcowania, bardzo nam się podobało 🙂

20150207-001820150207-001920150207-001320150207-001220150207-001720150207-001520150207-001620150207-0014

20150207-0022
Tutaj zwisa sobie patyczak

20150207-0021

20150207-0020
Znajdź liściowca;)

Zachęceni przez „kucharzy” wieloma specjałami po powrocie jemy wyborny obiad tam gdzie dnia poprzedniego.

By mieć pewność, że nie zabraknie dla nas miejsc w autobusie, tego dnia kupujemy też bilety do Butterworth na kolejny dzień.

20150207-0023

Jako że popularne nocne targi kuszą tutejszymi dobrociami i zachęcają ceną, wybieramy się tam znów. Tym razem smakowita kukurydza z ognia i miniaturowy nasi lemak. Zawiniątka z ryżem z racji popularności, często są wyłożone w lokalach, tubylcy sięgają po nie już na śniadanie. Są to małe piramdki w papierowych lub liściowych opakowaniach. Nasi lemak można nazwać daniem narodowym. Składa się z ryżu, ostrego sosu, kurczaka, jajka oraz anchois z orzeszkami ziemnymi.
20150207-002620150207-002420150207-0025

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s