Dzień 8: George Town i droga na Langkawi

George Town

Z tegoż urokliwego miasta mieliśmy wyjechać już dnia poprzedniego, jednak postanowiliśmy zostać jeszcze do popołudnia, aby zobaczyć to, na co nie wystarczyło czasu przez ostatnie dwa dni. Po prawdzie, łóżko było na tyle wygodne, że nie chciało się nam stamtąd ruszać 😛 Na koniec zostawiliśmy sobie wisienkę na torcie – murale o których obiecaliśmy napisać coś więcej.

murale

Autorem owych prac jest Ernest Zacharevic, litewski artysta, mieszkający przez jakiś czas w George Town. Zacharevic wyszukiwał ścian budynków, które nadawały się do tworzenia sztuki, następnie po aprobacie Rady Miejskiej oraz właścicieli, tworzył na nich swoje prace. Oprócz jego dzieł, w mieście można znaleźć też prace innych autorów, jest na przykład sporo malunków kotów (pozdrawiamy wszystkie sierściuchy i ich właścicieli!). Murale stanowią niebywałą atrakcję turystyczną. Dostępne są specjalne mapki z numerkami je oznaczającymi. Po śniadaniu bierzemy więc mapke od właściciela naszego hotelu i… w drogę! Większość z murali znajduje się w jednej dzielnicy, kiedy się tam zbliżamy i spacerujemy wąskimi uliczkami, spotykamy rozglądających się ludzi, zerkających na mapki równocześnie. Tak, oni też biorą udział w tej zabawie 🙂

20150210-0004 (1)20150210-0003

Zaczynamy pochód od numeru do numeru, czasem błądzący ludzie pomagają znaleźć szukany obiekt, kłębiąc się obok niego. Chętnych do zdjęć jest na tyle dużo, iż nie raz musimy czekać w „kolejce”. Każdy kolejny mural wywołuje duży podziw i uśmiech, prace są naprawdę oryginalne i rzeczywiste zarazem. Mimo panującego upału (34 stopnie na plusie) wciąż chce się więcej i więcej.

20150210-0005 (1)20150210-0002 (1)20150210-000620150210-0009

 

Wielkości obrazów są naturalne, a czasem większe niż dana rzecz w realnym świecie. Przy niektórych przymocowane są gażdżety, typu rower, motor, czy stołek, które nadają muralom jeszcze większej wiarygodności. George Town jest pięknym miastem z zabudową kolonialną, urokliwymi domkami i arkadami w różnych kolorach oraz mnóstwem roślin w donicach pomiędzy tym. Wydaje się też tętniącym życiem i „zgodnym” miejscem. Skoro łączą się ludzie tylu kultur i regilii to czy może być inaczej? W tym całym chaosie jest jakiś swoisty porządek i duża doza ludzkiej tolerancji. Niestety wielu budynkom przydałaby się renowacja. Tak samo jest z muralami, nikt o nie nie dba i z roku na rok niszczeją, niektóre stają się już wręcz niewidoczne.

20150210-000120150210-001320150210-001420150210-000220150210-0006 (1)20150210-000720150210-000420150210-0003 (1)20150210-000820150210-0005

metalowe rzeźby

Poza muralami w mieście jest mnóstwo metalowych rzeźb z napisami, sentencjami, przywołujących lokalne anegdoty lub np. ułatwiają dotarcie z dane miejsce. Każda z nich jest podświetlona w nocy.

20150209-002120150209-002220150210-0020

chińskie „kapliczki”

Na każdym kroku spotykamy też chińskie kapliczki, są one małe, około 50 cm wysokości, wiszą na ścianach budynków. Cały czas służą, wierni modlą się przy nich i wkładają do środka różne rzeczy, np. jedzenie.

20150210-001020150210-001120150210-0012

informacja turystyczna – co dalej?

Chcąc potwierdzić informację o darmowym busie krążącym po mieście oraz możliwościach transportu na wyspę Langkawi, udajemy się do lokalnej oraz drugiej, malezyjskiej informacji turystycznej. Tam, jak w każdym tego typu miejscu w Malezji, panie są bardzo miłe i pomocne (a pomieszczenie ma klimę 😉

Wizytę w George Town wieńczymy wodą limonkową i słodkim tostem w bardzo przyzwoitej kafajce, z europejską muzyką, daniach na szkle, menu po angielsku i normalną toaletą 😉 Gdybyście byli w okolicy – polecamy The Daily Dose.

20150210-00192015-02-10 11.57.13

Będąc w Malezji, nie można pominąć tego miasta, naprawdę warto!

20150210-001520150210-001620150210-001720150210-0018

wyjazd z George Town

Po południu zabieramy z „przechowalni” zostawione wcześniej bagaże i udajemy się na autobus. Właściciel hotelu jest bardzo miły – proponuje podwózkę na prom własnym autem. Argumentuje to upałem i przypuszczeniem, że Beata z tymi plecakami nie da rady 😉 Mamy wystarczająco dużo czasu, więc nie nadużywamy gościnności, idziemy na przystanek. Po mieście rzeczywiście krąży darmowy autobus, z przystankami blisko lokalnych atrakcji. Turyści wysiadają więc z jednego, by coś obejrzeć i kwadrans później wsiaść do kolejnego. Z racji sporego zasięgu, korzystają z niego równiez mieszkańcy.

20150210-0024

droga na Langkawi

Przeprawa promem mija bezproblemowo, dalej udajemy się na dworzec autobusowy, skąd szukamy busa do Kuala Perlis. Na dworcu werbuje nas krążący lokalny naganiac (niepierwszy w Malezji) i sprzedaje bilety (RM20). Koleś tłumaczy, że autobus którym chcemy jechać, nie jedzie tam dokąd my chcemy, czekamy ponad godzinę na kolejny. Autobus ma jednak opóźnienie, – czekamy jeszcze dobre pół godziny, po czym facet wyprowadza nas i parę innych osób dziwną poboczną ścieżką (hmm… nawet nie ścieżką;) poza teren dworca i… dalej czekamy. W końcu na horyzoncie widać naszego busa, pakujemy plecaki, czeka nas 5h drogi. A. do teraz ma wrażenie, że tajemna ścieżka była jakimś przekrętem, B. jednak twierdzi, że autobus nie zajechał na teren dworca, by go nie okrążać i dłużej nie opóźniać odjazdu. W Kuala Perlis cudem zdążamy na prom – RM18 (zmęczeni podróżą nie musimy czekać na kolejny, ostatni, za 1,5h).

prom do Kuah

Płyniemy ogromym promem, w środku wyglada trochę jak w samolocie, tyle że jeden rząd mieści 15 foteli, a pod sufitem zamontowano ekrany telewizyjne. Nie wiedzieć dlaczego, odtwarzany jest bardzo brutalny film – terroryści, strzelanie do ludzi… W obliczu dużej ilości dzieci na pokładzie, średnio to wygląda. Przeprawa promem z Kuala Perlis na wyspę Langkawi (Kuah) trwa nieco ponad godzinę. Na miejscu jest już ciemno, jako że nie ma tam lokalnych autobusów, łapiemy taxi i za RM30 jedziemy prawie na drugi koniec wyspy, do Pantai Cenang.

20150210-0023

nocleg w Pantai Cenang

Dalej już nie było tak kolorowo, wszędzie ciemno, upatrzone noclegi zajęte, z nadzieją maszerujemy między domkami, lecz wszystko ma pełną obsadę. W końcu udaje nam się zdobyć pokój, ale tylko na jedną noc. Jest obskórnie, mimo to, decydujemy się tutaj wyspać, by rano poszukać czego bardziej nam odpowiadającego.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s