Dzień 9-14: Langkawi

Langkawi – gdzie to jest?

Langawki jest wyspą po zachodniej stronie Malezji. Oddalona od lądu o jakąś godzinkę drogi promem. Zamieszkuje ją prawie 70 tys. ludzi. Średnie miesięczne temperatury wahają się od 31 do 34 stopni. Pada głównie w okresie, kiedy w PL mamy zimę. Wyspa uchodzi za backpackerską przystań, dużo jest ludzi młodych, właśnie z plecakami, przypływających tutaj na dzień, tydzień lub nawet parę miesięcy.

My trafiamy tam w okresie, kiedy jeszcze nie ma wielu wielu turystów, ale i tak ciężko było nam znaleźć budżetowy nocleg. PIerwszy nocleg, ten który cudem znajdujemy już wieczorem, kiedy zrobiło się ciemno, to klimatyzowany domek z łazienką za RM65. Bynajmniej nie był to szczyt burżujstwa. Na jednej ścianie spacerują sobie mrówki, sufit lekko opada, w łazience nie ma płytek, część drugiej ściany jest popękana, a przy łóżku jest spora plama od krwi. Hilton to to nie jest:)

20150211-002620150211-002720150211-0025

nasze lokum

Po pierwszej nocce, najważniejszym zadaniem jest znalezienie nowego noclegu. Na całe szczęście, zaraz po śniadaniu udaje nam się znaleźć miejsce w Rainbow Lodge. Mamy ładny domeczek z klimą, łazienką, tarasikiem i hamakiem, jest dużo bardziej czysto niż w poprzednim lokum. Łącznie spędzamy tu cztery noce, a jedyne co mają w swoim rejestrze właściciele to wpis „ADAM” i żadnego ringgita wpłaty – są bardzo na luzie i dzięki temu pobyt mija nam tu bardzo fajnie. Do tego mamy bardzo fajnych sąsiadów – parę (chyba) emerytów z Anglii. Mają swój własny hotel na wyspie Wight, wyjeżdżają sobie na wakacje mniej więcej co dwa miesiące na 6-7 tygodni. Super posłuchać ładnej angielskiej mowy i historii, które starsza para opowiadała kiedy spotykaliśmy się na ganku.

20150211-002820150211-0029

Na miejscu do dyspozycji mamy bar/restaurację, w której można zjeść w ciągu dnia posiłek, albo posiedzieć przy kompie czy też pooglądać TV. Fajnie było czasem po prostu usiąść i pogadać sobie z ludźmi, którzy byli tam nawet już od kilku miesięcy, albo też tylko parę dni w ciągu swoich kilkunastu miesięcy podróżowania po Azji. Wszyscy ludzie weseli, nikt nie chodzi z posępną miną.

plażing

Co tu dużo pisać, miejsce typowo nadmorskie. Wzdłuż plaży biegnie droga, przy której są sklepy, hotele, restauracje, salony SPA, punkty naprawy telefonów i inne takie, jeden przy drugim. Sama plaża ma jakieś 2km długości, piasek jest bardzo drobny, wręcz miałki (peeling pewnie słaby, ale bardzo przyjemny dla stóp;), woda ma kolor „morski”, co kawałek są wypożyczalnie skuterów wodnych i inne atrakcje, takie jak jazda na bananie, wyciąganie na spadochronie za motorówką, kajaki, żaglówki.

20150211-0030

20150211-003720150211-0031

Jest bardzo ładnie, przy plaży rosną palmy, widoki są prawie rajskie. Prawie, bo woda nie jest super przeźroczysta, mniej więcej około metra widoczności. Mieliśmy nadzieję, że będzie lepiej. Za to temperatura wody – bardzo pozytywna, zdecydowanie Bałtyk to to nie jest:) Słońce daje bardzo mocno popalić, już pierwszego dnia trzeba się pryskać Panthenolem, bo przypiekło nas trochę bardziej niż powinno, mimo filtra trzydziestki.

20150211-003420150211-003320150211-003520150211-003620150211-003220150211-003920150211-003820150211-004020150211-004120150211-0044

Naszym głównym zajęciem jest… plażowanie. Leżymy na ręcznikach, chłodzimy się we wodzie, spacerujemy na zachody słońca, czytamy książki, dodajemy wpisy na bloga, który czytacie. Czas mija nam bardzo spokojnie i bezstresowo.

20150212-004820150212-004720150212-004520150212-005120150212-004620150212-005020150213-005720150213-005620150212-004920150213-0055

zwierzątka

Raz nam się zdarzyło podczas spaceru zobaczyć duuuużego warana – wielki ten jaszczur:) Mieliśmy też gości w pokoju – gekony są częścią wyposażenia chyba. Na szczęście są pożyteczne – zjadają komary a ludzi tak naprawdę się boją. Przy naszym domku chodzą koguty, a przy głównej drodze pasą się woły.

20150211-004220150211-0043

jedzenie

Stołujemy się w wielu miejscach, zarówno tym w miejscu naszego pobytu, jak i dalej od lokum. Przewijają się ryż, kurczak, makaron, tosty, omlety, świeże soki i pychotki z targu nocnego. Tak jak w George Town, tak i tu mają targ nocny. Ale tylko w czwartki. Co ciekawe, część z knajp jest pozamykana w porze obiadowej, bo i tak wszyscy (zarówno miejscowi jak i turyści) idą właśnie na nocny targ. My robimy tak samo, chodzimy w dużym tłoku, pakując sobie kilka fajnych przysmaków do siatek i wracamy z łupem do domu – komary cięły niesamowicie. Za kolację, którą oboje się najadamy płacimy około RM15, a wszystko jest świeże i bardzo dobre w smaku. Serio, jedzenie bezpośrednio „ze straganu” to najlepsze jedzenie jakie mamy okazje zjeść w Malezji, nie trafiamy jak do tej pory na cokolwiek zepsutego czy niesmacznego.

20150212-0054

wyjazd

Po czterech z planowanych dwóch dni, opuszczamy wyspę. Kupujemy bilety na prom i autobus (w momencie w którym kupujemy bilety, zostało tylko jeszcze jedno miejsce w busie). Około godziny 17 opuszczamy Rainbow Lodge, jedziemy na prom i przeprawiamy się z powrotem na ląd do Kuala Perlis. O godzinie 20:30 wyruszamy nocnym autobusem do miejscowości Jerteh, znajdującej się ponad 400 km dalej na wschód. Autobus jest dwupiętrowy, każde miejsce zajęte, nam przypadły miejsca na piętrze w ostatnim rzędzie. Niby fajne, dzieciaki zawsze siedzą z tyłu, ale w przypadku takich autobusów to wcale nie zaleta – najbardziej buja, a foteli nie dało się regulować w takim stopniu jak wszystkich pozostałych. Znów mamy układ 1 rząd po lewej i 2 rzędy po prawej. Bardzo wygodny transport.

20150213-0058

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s