Dzień 15-19 Perhentian Islands

przeprawa motorówką

O godzinie 6.00 rano, po niemal 10-ciogodzinnej jeździe autobusem, wreszcie docieramy do miejscowości Jerteh. Jesteśmy na tyle zaspani, że trochę nieświadomie wsiadamy do taksówki, która wiezie nas do Kuala Besut. Taksówkarz jest nieco szalony, jedziemy 130 km/h przez centrum miasta! Przednie okna na szerok, zimny łokieć i te sprawy… Jakby nie było – skutecznie się wybudzamy 😉

Podjeżdżamy pod same barierki, skąd już widać morze. Z budynku wybiega kobieta, pospiesza nas, gdyż o 7.00 wypłynie pierwsza łódź! Jest, udało się, są ludzie, nie będziemy długo czekać!

Na wstępie powiem, iż długo się zastanawialiśmy, czy odwiedzić Perhentian Islands. Co prawda, w planach mieliśmy te wyspy, jednak właściciele Rainbow Lodge na Langkawi mówili, że mają tam „swoich ludzi” i transport z lądu na wyspę nie będzie możliwy… Wiedzieliśmy, iż pobyt na wyspach preferowany jest w miesiącach marzec – paźdizernik, natomiast w VI, VII i VIII przeżywa największe oblężenie turystów (i wzrost cen). W pozostałych miesiącach panuje monsun – deszcz, niespokojne morze, zamknięte hotele i restauracje, łodzie kursują bardzo nieregularnie. Do tego mieliśmy informację że wschodnie wybrzeże nawiedziły największe od kilkudziesięciu lat powodzie.

20150219-0078

Podsumowując, nie wiemy, czy uda nam się dostać na wyspę, jednak wcześniej mailowaliśmy do właściciela domków, który oferował noclegi. Po Langkawi mieliśmy mały niedosyt przejrzystej wody, więc mimo przypuszczeń, że ta podróż będize nas kosztować sporo RM’ów, zaryzykowaliśmy, by zobaczyć ten raj na wschodzie Malezji. Tym razem naszym autobusem jechali sami tubylcy, tym bardziej trochę się denerwowaliśmy, że nie będzie chętnych na łódkę…

Są ludzie! Płyniemy!

Pulau Perhentian to dwie tropikalne, malownicze wysepki Morza Południowochińskiego. Dwie z nich przyjmują podróżnych, a dokoła znajduje się jeszcze parę mniejszych, niezamieszkałych wysepek. Większa wyspa Besar uchodzi za bardziej spokoją, natomiast na Kecilu ladują zwykle backpackerzy i młodzi ludzie szukający rozrywek w licznych barach itp. My, jako stare małżeństwo, wybieramy spokój na Besarze 😉 Tak naprawdę o tej porze Kecil był równie spokojny, ale i tak zdecydowaliśmy się na Besar. Wyspy w większej części porasta dżungla, dlatego transport na nich nie istnieje, nie ma dróg, hałaśliwych skuterów, za to mnóstwo plaż pod palmami oraz pięknie zachowana rafa koralowa w krystalicznej wodzie.

Na wyspę płyniemy motorówką (RM 40), która wraz z nami mieściła 10 osób. To jedyna możliwość transportu. Jest to godzinna szalona podróż ze ściśniętym żołądkiem, ale fun był 🙂

20150215-0040

W tym czasie wzeszło słońce, dopływamy więc powitać nowy dzień. Niski poziom wody i rafa przy samym brzegu powoduje, że motorówka musi zatrzymać się jakieś sto metrów od brzegu. Dalej sternik okrzykiem wzywa indianina (półnagiego, ciemnoskórego człowieka z długimi włosami;), który odpychając się palem od dna, podpływa po nas małą łódką.
20150217-006220150219-008020150219-0081

W kurorcie miło nas witają, za RM 80 wynajmujemy drewniany domek z widokiem na morze. Domek nie ma klimy ani ciepłej wody, bynajmniej nie odbiera to nam ani grama przyjemności z pobytu. Ponoć pogody nie będzie (w prognozach zachmurzenie), ale pan pociesza, że za to będziemy mieć spokój i ciszę. Zrzucamy plecaki i biegniemy na plażę.

20150215-002720150216-004820150215-002620150217-0061

Woda wydaję się turkusowa, jednak dopiero w południe wychodzi słońce i widać jaka jest przeźroczysta… Obchodzimy wszystkie przybrzeżne skałki, jemy śniadanie na tarasie restauracji tuż przy morzu.
Na Besarze działa tylko parę kurortów i jedna restauracja z małym, ubogim, bardzo drogim sklepikiem. Cisza i spokój wisi w powietrzu.
20150216-006020150215-002820150217-006320150215-0029

Okazuje się, że kilka minut drogi od naszego domku znajduje się plaża z łagodniejszym wejściem do wody i molo, które często widnieje na tutejszych pocztówkach. Na końcu plaży jakby z dżungli wypływa małe źródełko wody, w które wpatrujemy się pół godziny. Plaża jest dosyć wąska, ale ludzi nie ma prawie wcale więc mamy dużo miejsca. Morze „podzielone” jest na pasy, gdzie mogą stacjonować motorówki oraz miejsca gdzie rafa zaczyna się już od kolan i niełatwo wejść do wody. Piasek jest bardzo miałki, na brzeg morze wyrzuciło sporo martwej rafy, pod nogami przebiegają maluteńkie krabiki, a czasem nawet te trochę większe 😉 Gdy już to wszystko zobaczyliśmy poszliśmy po ręczniki i sprzęt plażowy, by wylegiwać się tutaj do zachodu słońca.

20150215-003120150215-003020150215-003220150215-003520150215-003720150215-003620150216-005120150216-005320150215-004120150215-0034

20150215-0033

20150219-007920150215-004320150215-0042

snorkeling

Na wyspach mieści się sporo centrów nurkowych organizujących kursy każdego stopnia, czy wycieczki dla snorków w ciekawe miejsca. Można pływać z żółwiami lub nawet niegroźnymi… rekinami. My jednak przywieźliśmy ze sobą maskę z rurką i poznajemy świat wodny na własną rękę. Niestety nie mamy żadnego cuda robiącego podwodne zdjęcia czy filmiki, ale musicie uwierzyć na słowo, że pływamy z rybkami, malutkimi i trochę większymi, we wszystkich kolorach tęczy. Rybki wcale nie uciekają przed ludźmi, czasem nawet któraś skubnie martwy naskórek ze stopy 😉

20150216-004920150217-0065

Na lądzie kilka razy spotykamy ponad metrowe jaszczurki (Monitor Lizard), jedną zauważamy jakiś metr od siebie, można się wystraszyć 😀 Po drodze na główną plażę trzeba przejść przez most zatopiony w dżungli. Spotykamy tam poruszające się z prędkością światła całe małpie rodziny skubiące liście z drzew.

20150218-007020150218-007120150218-007320150218-007220150215-0044

Nie są to wszystkie stworzenia, które spotkamy, kilka razy musimy ubić karaluchy w domku, były wielkości kciuka i oczywiście Beata panikowała jak zobaczyła jednego kąpiącego się pod prysznicem razem z nią 😉

20150218-0077

nicnierobienie

Kilka dni pobytu upływa nam w pewnym schemacie, gdzie leżenie, pływanie w ciepłej wodzie, snorkowanie i spacerowanie przerywane jest tylko posiłkami, jednak tutaj wszystko ma swój urok. Wakacyjnej pogody miało nie być, jednak lepszej wymarzyć nie można. Do południa chmurki, potem raczej słońce, i tak codziennie.

20150217-006820150218-007420150218-007520150217-006920150216-005720150216-005320150216-005120150216-005820150216-005920150216-005520150216-005420150217-006420150216-0050

W jedynej czynnej restauracji, udaje się nam się spróbować niemal wszystkiego, prawdę mówiąc na koniec już średnio smakuje, za to mamy swojego prywatnego kelnera. Alkohol nie jest często spotykany na stołach, sami raczymy się tylko Heinekenem przywiezionym jeszcze z bezcłowego na Langkawi.

20150215-004720150218-007620150215-003920150217-006620150217-006720150215-0038

powódź

Pod koniec 2014 roku Malezję nawiedziła powódź, dotknęła głównie wschodnie wybrzeże. Podczas pobytu widzimy jeszcze worki z piaskiem wzdłuż nadbrzeża oraz ludzi sprzątających odpady, połamane gałęzie.
Ludzie opowiadają, że będąc tutaj 15 lat temu, było zupełnie inaczej – całkowite odludzie, oaza spokoju. Obecnie powstają nowe kurorty, bungalowy, widzimy jak małą łódką dowozi się tutaj pustaki, cement – ciężka praca fizyczna w upale. Wszystko to niestety nie upiększy tego miejsca, z roku na roku rafy będzie coraz mniej…
20150215-004620150215-004520150216-005620150217-0088

wyjazd

Na Perhentianach spędzić mieliśmy 3 noce. Niestety z racji chińskiego Nowego Roku mamy problem z zakupem biletów autobusowych. Wszystkie chińczyki wykupili nam bilety, masakra! Nie było mowy żeby przez tydzień dostać bezpośredni bilet do Singapuru. Na szczęście udaje nam się zająć 2 z trzech ostatnich miejsc w autobusie do Johor Bahru (ostatnie malezyjskie miasto na granicy z Singapurem). Wyjeżdżać mamy dopiero za 2 dni, przez co musimy zrezygnować z dzikiej dżungli w Taman Negara i zadowolić się namiastką tej, której doświadczyliśmy w Cameron Highlands.

Powrotną motorówkę mamy ustawioną na popołudniu. Żegnamy to bajeczne miejsce i wypływamy na szalony rejs! Są spore fale, jes moc! W pierwszą stronę tak nie bujało, a tutaj w zależności od miejsca każdy jest mniej lub bardziej mokry, Beata do suchej nitki;) Jako że wsiadamy ostatni nie dostajemy już kamizelek ratunkowych, jednak w połowie drogi przechodzi przez myśl, że fajnie byłoby je jednak mieć…
20150219-0082

Dopływamy szczęśliwie do celu, zgarnia nas taksówkarz i jedziemy z powrotem do Jerteh. Mamy trochę czasu do autobusu, więc nie omieszkamy ominąć targu z jedzeniem, by zjeść coś innego niż w ostatnich dniach i duuużo tańszego 🙂
20150219-008520150219-008720150219-008620150219-008420150219-0083

Po wyspach Perhentian ruszamy w najdłuższą, póki co, podróż do Singapuru.

2 uwagi do wpisu “Dzień 15-19 Perhentian Islands

  1. Hej. W jakim hotelu na Besar byliscie? Szukamy czegos fajnego. Zadowoleni byliscie z miejsca?
    Jeszcze pytanie o rafe? Czy oprocz duzej ilosci rybek byly korale?
    Dziękuję z gory za info 🙂
    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. hej Krysia – byliśmy w budżetowym The Reef Chalet, było całkiem spoko, pojechalibyśmy tam jeszcze raz! ale tak jak pisaliśmy – karaluch nam się zdarzył, jakiś gekon tu i tam, to nie jest 5star kurort, ale wyczilowane miejsce w którym idzie bardzo fajnie odpocząć! korale były, ale obrazki są tylko w mojej głowie, aparat małopodwodny był;) kiedy jedziecie?

      Polubienie

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s