Dzień 20: Singapur

Najpierw dojeżdżamy do Johor Baru. Po niemal całonocnej podróży, ostatni odcinek trasy to prawdziwa męczarnia. Z pięknego płaskiego odcinka nad brzegiem morza nagle wkraczamy na górzysty teren przy granicy pomiędzy Malezją a Singapurem. Dla niektórych podróżujących jest to naprawdę nieszczęśliwy odcinek: w pewnym momencie jeden z pasażerów siedzących za nami klepnął Adama, który myślał że koleś chce się napić, bo miał wodę na wierzchu… Tak naprawdę to, czego chciał to siatka foliowa, w której ów butelka z wodą się znajdowała… Parę sekund później słyszymy tylko, że siatka zdała egzamin.

W godzinach porannych docieramy do granicy. Jesteśmy nieco głodni po podróży więc decydujemy się na szybkie śniadanie na dworcu – murtabak, herbata i ruszamy dalej.

Wsiadamy do autobusu płacimy 2,4 dolara singapurskiego i ruszamy w prawie półtoragodzinną podróż przez ponad 40 przystanków. Od tego momentu przeliczanie waluty ma gorzki smak, ceny w sklepach w Singapurze liczbowo pokazują to samo co w Malezji, ale waluta inna i niestety trzeba mnożyć razy 3, boli bardzo! Za to piwko za, bagatela, 40-50 PLN smakuje wybornie 😀

Pierwszy z przystanków mamy na granicy malezyjskiej. Na odprawę musimy wysiąść z autobusu, zabrać ze sobą cały przewożony dobytek, a następnie udać się do kontroli paszportowej by zdobyć pieczątkę i wyjść po 2. stronie terminala wsiadając ponownie do autobusu. Przejeżdżamy kolejny kawałek drogi tym razem przez most na granicy sąsiadujących krajów. Znowu wysiadamy, zabieramy z bagaże i udajemy się na kontrolę paszportową tym razem w wykonaniu Singapurczyków. Jest dość spora kolejka na przejściu, wypełniamy papiery. Po zeskanowaniu paszportu Adama na ekranie pojawiają się zdjęcia innych brodaczy do których zostaje przyrównany przez bystre oko obsługującej kobiety… „Nie pasuje”, więc przechodzimy dalej i znów udajemy się w podróż autobusem.

Po ponad 1.5 h od wyjazdu z Johor Bahru docieramy do miejsca docelowego. Zatrzymujemy się u Grzesia, którego już Adam mentionował wcześniej – ów Grzegorz hostuje nas u siebie w wynajmowanym mieszkaniu, do którego wprowadził się jakoś tydzień wcześniej:) Przy domofonie czekaliśmy dobre parę minut, jak się okazało – nie działa jeszcze (a przeżyliśmy moment zwątpienia czy przypadkiem nasz host nie uciekł:)). Zdobywamy achievement “pierwsi goście z Polski”! Ogarniamy się i nie czekając długo, ruszamy coś zjeść.

20150220-0092

Nie pozostaje nam nic innego niż ruszać dalej w trasę, znajdujemy się wśród całej masy wieżowców, z których tylko nieliczne nie są bankami! Pierwszym celem jest zobaczenie z bliska słynnego hotelu Marina Bay Sands, który można opisać jako trzy bloki połączone ze sobą statkiem na górze:) Zdjęcia lepiej to oddają. Na górze basen, tzw. infinity pool – widok który jest nieodłączonym elementem relacji z Singapuru.
My stwierdzamy, że jednak nie ma sensu inwestować ponad 1 tys. zł za noc w hotelu tylko po to żeby sobie strzelić samojebkę w basenie na insta;) ale linkujemy do wideo z youtube, na którym można pooglądać widoki z tamtej perspektywy.


20150220-009720150220-010020150220-009520150220-009620150220-009820150220-009420150220-009320150220-0099

20150220-0101

Nie samymi basenami człowiek żyje – obok hotelu znajdują się PIĘKNE ogrody Gardens by the Bay z ciekawie zagospodarowanym zbiornikiem wodnym, wznoszące się konstrukcje wyglądają jak statki kosmiczne porośnięte zielenią. Między nimi można spacerować po wąskich pomostach lub przysiąść w największym “statku” w restauracji. Bardzo duży obszar w bliskiej odległości od centrum miasta. Warto tu przyjść!
20150220-010220150220-010320150220-010420150220-010620150220-010520150220-010720150220-010920150220-0108

Naszą ciekawość wzbudziła rzeźba śpiącego, nagiego chłopca. Nosi ona nazwę Planet i pojawiła się w ogrodach dwa lata wcześniej. Rzeźba jest bardzo duża, sprawia wrażenie ciężkiej, ale jedyny punkt styczności z gruntem to mała rączka. Widok na długo pozostaje w pamięci.

20150220-0110

Wracamy znów przez hotel, idziemy PRZEZ, a nie obok, głównie po to żeby uraczyć się chłodem klimatyzowanego pomieszczenia. Na zewnątrz (na dworze!) – tradycyjnie, skwar. Środek hotelu to tak naprawdę centrum handlowe od dołu (z rzeką po środku!) – a reszta to pokoje hotelowe.

20150220-011320150220-011220150220-0114

Idziemy dalej zwiedzać, ale tak naprawdę marzy nam się po prostu gdzieś usiąść, docieramy do miejsca zwanego Clark Quay (wymowa trochę dla mnie dziwna, bo tak jednym tchem: “klarki”:)) rzeka Singapur uchodzi do Cieśniny Singapurskiej. Siadamy sobie nad brzegiem rzeki wśród innych turystów i mieszkańców, oddajemy się chwili relaksu, dając odpocząć zmęczonym organizmom…

20150220-011520150220-011620150220-011720150220-011820150220-012020150220-011920150220-012220150220-012120150220-0123

Chodzimy dalej u stóp wieżowców, na moment wpadamy do jednego z ekskluzywnych hoteli, który pozwala na wejście na swój taras widokowy także nierezydentom. Przechodzimy przez bogate, wyłożone marmurem i innymi drogimi materiałami wnętrza, docieramy na taras. Na górze panuje świetna atmosfera chilloutu, gra fajna elektroniczna, delikatna muzyka, goście hotelowi kąpią się w basenie, a nam pozostaje podziwianie panoramy miasta – widać między innymi wodę tryskającą z pomnika lwa, który jest symbolem Singapuru.

Udajemy się na krótki odpoczynek do mieszkania, ale wracamy jeszcze na wieczór żeby odwiedzić dzielnicę Little India, gdzie zamieszkują chyba wszyscy budowniczowie wieżowców. Mężczyźni z Indii przyjeżdżają na jedno/dwu-letnie kontrakty, dzięki którym zapewniają byt swojej rodzinie zostawionej w kraju, a Singapurczycy (którzy niekoniecznie się do budowlanki garną), mogą być spokojni o to, że miasto nie przestanie rosnąć. Rodzi to oczywiście trochę krępującą dla rodowitych mieszkańców miasta sytuację – imigrantów jest tu praktycznie tyle samo ile obywateli. Ten temat pewnie podchodzi pod większą rozkminę, ale może lepiej skupimy się na zdjęciach:)

20150220-012420150220-012520150220-012620150220-012820150220-012720150220-0129

Nasz pierwszy dzień w Singapurze kończymy bardzo późno w nocy – po prostu się zagadaliśmy:) Grzegorz trochę nam poopowiadał jak wygląda życie z perspektywy mieszkańca, jak wygląda prawo w Singapurze. Ważne jest by zapoznać się z tamtejszym prawem, w przeciwnym przypadku wycieczka dla Europejczyka może skończyć się więzieniem. Dla tych którzy nie wiedzą, podajemy kilka przykładów:

  • S$500 kary za jedzenie w autobusie, czy kary za niespłukanie wody w toalecie
  • zakaz spożywania i posiadania gumy do żucia (jest w Singapurze zakazana, dbają o czystość, można ją kupić tylko na receptę w aptece)
  • kara chłosty (aka baty na tyłek) (wystarczy popatrzeć na zdjęcia w necie, wygląda to strasznie) – mega upokorzenie, termin chłosty może być odległy i przyjść znienacka = stres, dodatkowo towarzyszyć mogą gapie, ale… jest też lekarz, który pomaga jak trzeba
  • kara śmierci (http://pl.wikipedia.org/wiki/Kara_%C5%9Bmierci_w_Singapurze) za posiadanie bądź sprzedaż 500g marihuany
  • obowiązuje zakaz przytulanie – władze nie chcą siać zgorszenia
  • podłączenie się do niezabezpieczonej sieci wi-fi czy krytyka religii to również przestępstwo.

Czego jeszcze się dowiedzieliśmy:

  • wszystkich 18latków obowiązuje dwuletnia służba wojskowa, a w kolejnych latach 2-tygodniowy obóz podtrzymujący kondycję;
  • obywatele mający 2 paszporty zmuszeni są do wyboru jednego z nich, jeśli nie opowiedzą się za singapurskim, obowiązuje ich dożywotni zakaz wstępu do kraju;
  • z racji małego przyrostu naturalnego, kobiety rodzące dzieci otrzymują przez dwa lata miesięcznie 6 tys. dolarów singapurskich;
  • mieszkania są relatywnie drogie w stosunku do innych “produktów”, wynajem kosztuje mniej więcej 40% pensji (kupno raczej tylko dla mafii, kawalerka kosztuje ponad milion złotych polskich!)
  • Polakom doskwierać może brak nabiału, litr mleka to ponad 8 PLN, natomiast kilogram żółtego sera kosztuje jakieś 40 PLN, czy chleba wypiekanego na zakwasie, najtańsze jedzenie to ryż, którego kg kosztuje 5-10 PLN
  • każde nowo budowane mieszkanie posiada schron;
  • własny samochód to rarytas, na kótry mało kogo stać, podatki są ogromne. w ten sposób unika się zatłoczenia ulic

Jeśli coś źle piszemy, Grześ, popraw nas! 😉

Ale! Jest dzięki temu porządek, jest to jedno z najbezpieczniejszych miast na świecie i nie ma się czego bać!

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s