Toskania 2016: Montalcino i Montepulciano

Na początek naszej toskańskiej przygody wybraliśmy najbliższą okolicę naszego lokum – tak żeby mieć wyobrażenie co nas czeka w ciągu najbliższych dni. Miejscówka, w której stacjonowaliśmy znajduje się w południowo-wschodnim rejonie Toskanii, całkiem niedaleko od granicy z Umbrią (kolejny ciekawy zakątek Italii). Zobaczyliśmy typowe południowe krajobrazy Toskanii, malownicze wzgórza, średniowieczne miasta i mnóstwo winnic, gajów oliwnych oraz przepięknych posiadłości do których prowadzą aleje cyprysowe. Jeździliśmy drogami wijącymi się między wzgórzami i podziwialiśmy otoczenie. Bez samochodu bardzo trudno „ogarnąć” ten rejon Włoch, bo miasteczka są dość małe i rozrzucone po mapie, komunikacja przebiega zdecydowanie najsprawniej własnym środkiem transportu. Dla nas pagórkowatość terenu była bardzo miłą odmianą do tego, co widzimy każdego dnia w okolicy, czyli płasko płasko i jeszcze raz płasko. W następnych akapitach kilka słów o trzech miastach które odwiedziliśmy – Montalcino, Montepulciano oraz Cortona.

P6073372
Na każdym kroku były kadry na nowe „profilowe”.
P6073383
Japonka i Czeszka też chciały mieć zdjęcie na wakacjach.

Montalcino

Montalcino znane jest wśród miłośników win z doskonałego Brunello di Montalcino, czyli pierwszego z win które otrzymało „tytuł” DOGC – prestiżowego wyróżnienia przyznawanego produktom spożywczym, głównie winom. Nie jesteśmy znawcami wina, ale w przypadku Toskanii nie sposób nie wypić czy też nie natknąć się na ten szlachetny trunek.

P6073394
Toskania i jej miasta to utarty schemat: miasteczka na wzgórzu otoczone winnicami i gajami oliwnymi.
P6073395
Pagórkowe love.
P6073407
Giro d’Italia skończyło się przed naszym przyjazdem. Akcent rowerowy uchwycony mimo to.

Kiedy dojeżdżaliśmy na miejsce, z daleka widać było już mury miasta. Poszliśmy na zamek, na mury, przechadzaliśmy się wąskimi uliczkami miasta. Podziwialiśmy okoliczne wzgórza i cieszyliśmy się słońcem, które jeszcze wtedy rozpieszczało nas swoim blaskiem bez towarzystwa chmur i deszczu. Najlepiej obejrzeć to na zdjęciach poniżej (i powyżej!).

P6073414
Turysta z Polski.
P6073440
Nowaki rzadko na zdjęciach razem, ale czasem się udaje. Love is in the air. #swetaski

P6073431

P6073425
Betty ogarnęła parasolkę na wyjazd do wózka – okazało się całkiem dobrym rozwiązaniem na słońce które polowało na Stasia raz z jednej raz z drugiej strony.

Trafiliśmy też na główny plac miasta Piazza del Popolo, niepozorny aczkolwiek bardzo urokliwy. Uraczyliśmy się tam pierwszą włoską kawką w XIX wiecznej kawiarnii ([red.] Stachu pił mleko).

IMG_1241
P6073446

P6073455
„Niebo jak niebo” stwierdził na wycieczce Stachu. Książę był wszędzie wożony karocą.

P6073447

Montepulciano

Malowniczą trasą udaliśmy się w drogę do Montepulciano – najwyżej położonego miasta w Toskanii słynącego m.in. z wina (tu wszystko słynie z wina) Nobile di Montepulciano. Trafiliśmy tu nieco głodni w porze polunchowej, efektem czego była nasza frustracja, że nigdzie nie możemy zjeść, bo przegapiliśmy właściwe okno czasowe. Kiedy już nam się udało znaleźć miejsce, gdzie możemy zjeść, okazało się, że to fajne miejsce na przystawkę a nie na konkretny obiad. Efektem było zamówienie przeze mnie dania, które w nazwie miało więcej słów niż kawałków kurczaka na talerzu (na oko 80g mięsa) :/

P6073462
Montepulciano z trasy.
P6073471
Wina, sery, makarony – Italia w pełnej krasie.

P6073467

Mieliśmy pecha do jedzenia w pierwszych dniach, wszystko przez to że nie zrobiliśmy rekonesansu wcześniej – na szczęście los się do nas później uśmiechnął – poczytacie w kolejnym poście.

Miasto było fajne do spacerowania, nie było idealnie płasko, więc koń pchający karotę Stacha (czyli Stary) nieźle nabudował łydy w tym czasie. Podziwialiśmy widoki i uciekaliśmy dalej, bo chcieliśmy jeszcze odwiedzić miejscowość Cortona.

P6073474
Koń dość mocno męczył się jazdą pod górkę.
P6073500
Matki Polki z brykami.
P6073487
Suślak.
P6073480
Nie wyrzucajcie starych papci, dajcie im drugie życie:)

Niestety, zajechaliśmy tam i nie mogliśmy nigdzie w centrum znaleźć miejsca do parkowania, a nie chcieliśmy się przedzierać z wózkami. Po pół godziny poddaliśmy się i uderzaliśmy do chaty – dzień się dla nas kończył już przed 19 by zdążyć na rytuał kąpielowo-usypiający naszych dzieciaków, które padały tam jak muchy:)

P6073504

P6073511
W drodze do Cortony.

P6073520
Ze względu na słaby lunch, wieczorem wjechał świeży makaron z pesto, pomidorami, krewetkami i mozzarellą zapity prosecco. [Magda nie wytrzymała ze startem konsumpcji do czasu zrobienia zdjęcia, stąd „dziubek”]
Wracając, zrobiliśmy jeszcze zakupy na kolacje, by mieć prowiant na wieczorny relaks już bez dzieci. Pierwszy dzień za nami!

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s